Donald Trump stanowczo odpiera zarzuty o zły stan zdrowia, grozi pozwami i przekonuje, że jest w szczytowej formie. Ale im głośniej zapewnia o swojej kondycji, tym więcej wątpliwości pojawia się w przestrzeni publicznej. „New York Magazine” odsłania kulisy tej kakofonii – między kampanijną propagandą a realiami niemal osiemdziesięcioletniego ciała.
Nadludzki prezydent z aspiryną i sinymi dłońmi
Otoczenie Trumpa przedstawia go jako fenomen biologiczny – ma „najwyższy poziom testosteronu”, lepszą pamięć niż przeciętny pięćdziesięciolatek i „doskonałe EKG”. Doradcy mówią o nim „nadludzki prezydent”, a jego lekarze zdają się wtórować temu entuzjazmowi – nawet porównując go korzystnie z Obamą. Tymczasem dziennikarz „NYM”, który odwiedził Trumpa w Białym Domu, opisuje zupełnie inny obraz: opuchnięte oczy, garbienie się, sucha i posiniaczona dłoń, której prezydent uporczywie nie chciał pokazać kamerze.
Zamiast brokułów – cukierki. Zamiast snu – adrenalina
Styl życia Trumpa od lat wymyka się medycznej logice. Nie ćwiczy, unika warzyw, żywi się czerwonym mięsem i cukrem, a na dodatek śpi zaledwie kilka godzin dziennie. Choć lekarze zalecają więcej ruchu ze względu na obrzęki nóg, prezydent pyta, czy naprawdę nie ma innego rozwiązania. Sam przyznaje, że od 30 lat przyjmuje 325 mg aspiryny dziennie, by „rozrzedzić krew” – mimo braku lekarskich zaleceń. W rozmowach coraz częściej powraca też temat dziedzictwa – nie ustaw, ale budynków i nagród. W tle majaczą wspomnienia o ojcu i jego demencji.
Niezniszczalny czy rozchwiany? Oba obrazy są prawdziwe
Trump jednego dnia potrafi wyglądać na skrajnie zmęczonego, drugiego – przemawiać godzinami, jakby czas się go nie imał. Z tej sprzeczności rodzi się pytanie, którego nie da się już zagłuszyć kampanijnymi sloganami: czy rzeczywiście wszystko jest w porządku? A może właśnie to uporczywe zapewnianie o „doskonałym zdrowiu” jest sygnałem, że coś jednak nie gra? Bo w polityce – jak i w medycynie – zbyt głośna cisza potrafi brzmieć niepokojąco.