
W szpitalu zakaźnym w Szczecinie przebywa starsza kobieta z województwa zachodniopomorskiego, u której potwierdzono obecność bakterii Vibrio cholerae. Choć ostateczna diagnoza nadal zależy od wyników badań toksyn, służby sanitarne nie czekają – wprowadzono kwarantanny, izolacje i pełne dochodzenie epidemiologiczne.
Przypadek, którego miało nie być
Do zdarzenia doszło w powiecie stargardzkim. Pacjentka, u której wystąpiły objawy ciężkiej biegunki i odwodnienia, została przetransportowana do specjalistycznej placówki w Szczecinie. Stan chorej określa się jako stabilny, ale to nie zmienia faktu, że sytuacja budzi uzasadnioną czujność służb sanitarnych – nie tylko ze względu na podejrzenie krajowego pochodzenia zakażenia, ale również ze względu na nietypowy przebieg.
Kobieta nie przebywała za granicą, nie kąpała się w zbiornikach wodnych, nie miała też kontaktu z osobami, które mogłyby być źródłem zakażenia. To stawia przed epidemiologami zasadnicze pytanie: skąd bakteria, która nie powinna występować w krajowym środowisku wodnym, znalazła się w organizmie pacjentki?
Działania GIS – szybkie, konkretne, bez zaniechania
Główny Inspektorat Sanitarny nie zwlekał. Zainicjowano izolację pacjentki, a osoby z jej najbliższego otoczenia objęto 5-dniową kwarantanną domową. Według oficjalnych danych, 26 osób podlega kwarantannie, a kolejnych 85 znajduje się pod nadzorem epidemiologicznym.
Zdezynfekowano oddział chorób wewnętrznych w szpitalu powiatowym w Stargardzie, wstrzymano przyjęcia i wprowadzono całkowity zakaz odwiedzin. Próbki ze środowiska trafiły już do laboratoriów – ich analiza ma dać odpowiedź, czy przecinkowiec cholery mógł pojawić się w wodzie, glebie lub infrastrukturze sanitarnej.
Choroba z historii – lecz historia lubi wracać
Choć w przestrzeni publicznej funkcjonuje przekonanie, że cholera należy do przeszłości, dane WHO z czerwca 2025 roku są jednoznaczne: tylko w pierwszym półroczu tego roku odnotowano ponad 200 000 przypadków i niemal 3000 zgonów na świecie.
Vibrio cholerae wciąż zabija – głównie w regionach o ograniczonym dostępie do wody pitnej i braku systemów sanitarnych. W Polsce ostatni przypadek dotyczył marynarza z Indii i miał charakter importowany. Obecna sytuacja jest inna – i właśnie to czyni ją tak ważną.
Może to wciąż tylko podejrzenie, może bakteria nie zdążyła wytworzyć toksyn, może nie dojdzie do kolejnych zakażeń – ale to wszystko „może” nie zwalnia nas z czujności. Zbyt często lekceważymy sygnały ostrzegawcze, uznając je za pojedyncze przypadki. Czasem słusznie. Czasem – stanowczo za wcześnie.