Kardiologiczna mapa Polski według NFZ. Rusza Krajowa Sieć, ruszają kontrowersje

NFZ ogłosił listę placówek zakwalifikowanych do Krajowej Sieci Kardiologicznej. Decyzje obowiązują od 19 lipca i mogą zostać zaskarżone do 2 sierpnia. Choć sieć ma zapewnić lepszy dostęp do leczenia i większą koordynację świadczeń, wokół jej wdrożenia gęstnieje atmosfera niejasności i wątpliwości. Część szpitali mówi wprost: interpretacja przepisów budzi zastrzeżenia.

Jedna sieć, wiele lokalizacji – kto spełnia warunki?

Zasady kwalifikacji do Krajowej Sieci Kardiologicznej nie są wyłącznie techniczne – dotyczą realnych możliwości leczenia i organizacji pracy placówek. Kluczowe pytanie brzmi: czy placówki działające w różnych lokalizacjach, choć formalnie jako jeden podmiot, mogą wspólnie ubiegać się o wyższy poziom w sieci? Przykład Szpitali Pomorskich pokazuje, że ostateczna interpretacja zależy od konkretnego przypadku. Choć kardiochirurgia w tej spółce funkcjonuje w Wejherowie, a kardiologia interwencyjna również w Gdyni – Ministerstwo nie doprecyzowało przepisów. Mimo to szpital św. Wincentego a Paulo w Gdyni znalazł się na III poziomie KSK, co może być istotnym sygnałem dla innych, podobnie skonstruowanych jednostek.

Taki sam status nie został jednak przyznany szpitalowi w Nowej Soli – choć zabiegi kardiochirurgiczne są tam realizowane, odpowiada za nie zewnętrzny podmiot. Ministerstwo uznało, że bez formalnego włączenia tych świadczeń w strukturę szpitala, nie da się zapewnić pacjentom pełnej ciągłości leczenia. W tle tej decyzji wybrzmiewa większy problem: jak rozumieć „lokalizację” zakładu i na ile elastyczność interpretacji powinna ustąpić rygorowi formalnemu?

Kwalifikacja warunkowa i czas na zmiany

Wokół całej procedury narasta pytanie o elastyczność systemu. Ministerstwo Zdrowia w wielu miejscach pozostaje nieugięte – m.in. nie przyjęło postulatu umożliwienia ośrodkom z II poziomu sieci kontraktowania zabiegów w pracowniach znajdujących się poza strukturą szpitala, ale działających na podstawie umowy. Zdaniem resortu koordynowany dostęp musi być zapewniony „w lokalizacji”, czyli na terenie szpitala. Inaczej – pacjent nie ma gwarancji płynności leczenia.

Ministerstwo utrzymało również wymóg obecności pracowni hemodynamiki lub radiologii zabiegowej w strukturze szpitala jako warunek kwalifikacji na II poziom. Nie uznało elektrofizjologii jako wystarczającej podstawy. Rekomendacja Rady ds. Kardiologii jest jasna: elektrofizjologia dotyczy arytmii, a nie pełnego spektrum leczenia kardiologicznego.

Jednocześnie wiele podmiotów otrzymało szansę na zakwalifikowanie warunkowe – z trzyletnim okresem dostosowawczym. Oznacza to, że nawet jeśli obecnie nie spełniają wszystkich wymogów, mogą to zrobić do 2028 roku. W tym czasie muszą m.in. uzupełnić braki w strukturze poradni czy zintegrować rozproszone świadczenia. Czy jednak wszyscy zdążą? I czy wszyscy będą chcieli dostosować się do rygorów sieci?

KOS-zawał i izba przyjęć – spory o literalność przepisów

Najwięcej kontrowersji wzbudziły przepisy dotyczące programu KOS-zawał. Ministerstwo nie przyjęło argumentu, że program ten powinien funkcjonować niezależnie od poziomu kwalifikacji do sieci, a tym bardziej – że poradnia realizująca ten program może znajdować się poza lokalizacją ośrodka. Utrzymano wymóg, że wszystko – od poradni po kompleksową opiekę po zawale – ma być zorganizowane pod jednym adresem.

Podobnie potraktowano postulat stworzenia kardiologicznych izb przyjęć. Zgłaszający uwagę przypominali, że w przypadku psychiatrii taki model się sprawdza i funkcjonuje. Mimo to Ministerstwo wskazało, że w systemie nie istnieje dziś „produkt kontraktowy” o nazwie kardiologiczna izba przyjęć, więc nie można takiego rozwiązania formalnie wdrożyć. Pozostaje pytanie, czy to literalne podejście do kodów i produktów nie rozmija się z faktycznymi potrzebami pacjentów i szpitali.

Jak wyjaśnia Konrad Korbiński z Departamentu Opieki Koordynowanej w MZ, nie chodzi o zamykanie dostępu do świadczeń – KSK nakłada ramy na to, co już istnieje, ale dodaje nowe standardy. Teoretycznie wszystko zostaje, jak było – w praktyce system nakłada filtr, który nie wszyscy przejdą bez protestów. Czas na ich zgłaszanie mija 2 sierpnia. Dopiero wtedy okaże się, ilu świadczeniodawców uznało, że kwalifikacja nie oddaje rzeczywistości, a ile z nich będzie gotowych dostosować się do nowych reguł gry.