
Jedno zdanie wypowiedziane publicznie przez premiera Donalda Tuska przy okazji powołania nowej minister zdrowia wywołało falę oburzenia wśród lekarzy. Środowisko medyczne odebrało je jako przyzwolenie na społeczną nagonkę — nie tylko niesprawiedliwe, ale wręcz niebezpieczne. W tle list, który nie pozostawia wątpliwości: coś pękło.
„Nie lekarzom, a pacjentom ma być dobrze”
To miał być komunikat o zmianach personalnych w rządzie, tymczasem jedna wypowiedź premiera zdominowała odbiór całej rekonstrukcji. – „Żeby dobrze działo się pacjentom, a nie lekarzom” – powiedział Donald Tusk, witając Jolantę Sobierańską-Grendy jako nową ministrę zdrowia. Zdaniem lekarzy to nie tylko niefortunne sformułowanie — to jasny sygnał, że w narracji rządowej zawód lekarza znów staje się chłopcem do bicia.
Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie nie pozostał obojętny. W otwartym liście do premiera wyraził stanowczy sprzeciw wobec słów, które — jak zaznaczył — wpisują się w nienawistną i hejterską retorykę, z jaką lekarze zmagają się od miesięcy. To szczególnie bolesne w kontekście tragicznych wydarzeń, takich jak brutalne zabójstwo lekarza w Krakowie czy kolejne akty przemocy wobec medyków w Koszalinie i innych miastach.
„Realni beneficjenci złości”. Emocje i odpowiedzialność
List nie jest jedynie formą krytyki — to także apel o odpowiedzialność i refleksję. – Jesteśmy realnymi beneficjentami złości pacjentów – pisze prezes ORL, przypominając, że to lekarze codziennie stają twarzą w twarz z frustracją wynikającą z niewydolności systemu, za którego funkcjonowanie odpowiada właśnie rząd.
Odpowiedzialność polityczna, zdaniem lekarzy, nie może być przerzucana na osoby wykonujące zawód zaufania publicznego. Słowa polityków kształtują atmosferę debaty publicznej – także tej, która toczy się między pacjentem a lekarzem w gabinecie. A jeśli rządzący sugerują, że to lekarze są powodem złej kondycji ochrony zdrowia, to trudno oczekiwać, że pacjenci będą ich postrzegać jako sprzymierzeńców.
Potrzeba dialogu, nie wroga
Z listu wybrzmiewa też gotowość do współpracy. Lekarze deklarują, że chcą rozmawiać, dzielić się doświadczeniem i wiedzą, ale stawiają warunek: współpraca musi odbywać się w duchu szacunku. W ich ocenie zdrowie nie powinno być przedmiotem politycznej retoryki, a już na pewno nie może być narzędziem do budowania narracji „my kontra oni”.
Emocje są wyraźne, ale równie wyraźne jest zmęczenie – nie tylko systemem, lecz także sposobem, w jaki o systemie mówi się publicznie. W tym sensie list nie jest tylko odpowiedzią na jedną wypowiedź, lecz wyrazem głębokiego rozczarowania i utraty zaufania, które trudno będzie odbudować jedną konferencją prasową.