Cztery miesiące – tyle średnio trzeba czekać w Polsce na świadczenie zdrowotne. Choć statystyki pokazują symboliczne poprawy w niektórych obszarach, dane z raportu Fundacji Watch Health Care są dalekie od optymizmu. Kolejki nie znikają, a różnice między poszczególnymi specjalizacjami tylko pogłębiają frustrację pacjentów.
Od chirurgii plastycznej po onkologię – medyczna loteria
Najdłuższe kolejki dotyczą zabiegów z zakresu chirurgii plastycznej, gdzie pacjenci czekają średnio 11,1 miesiąca – mowa m.in. o rekonstrukcjach piersi czy redukcji ich wielkości. W stomatologii ten czas sięga 10,2 miesiąca, a ortopedia i neurochirurgia również przekraczają granicę dziewięciu miesięcy. Takie liczby każą zastanowić się, czy publiczna ochrona zdrowia rzeczywiście spełnia dziś swoje zadanie, czy raczej funkcjonuje jako punkt informacyjny na temat tego, gdzie jeszcze trzeba czekać.
Z drugiej strony, radioterapia onkologiczna jest dostępna już po dwóch tygodniach, a chirurgia onkologiczna i medycyna paliatywna również wypadają dobrze na tle reszty systemu. To jednak wyjątki, a nie reguła.
Diagnostyka szybciej, ale zabiegi wciąż odległe
W niektórych przypadkach sytuacja uległa poprawie – czas oczekiwania na USG tarczycy skrócił się do 5,6 miesiąca, a operacja wymiany zastawki serca również odbywa się szybciej niż przed rokiem. Problem w tym, że są to poprawy względne. Na usunięcie żylaków kończyn dolnych pacjenci nadal czekają średnio aż 30,5 miesiąca, a endoprotezoplastyka kolana to wciąż ponad dwa lata.
Nie da się nie zadać pytania: ile z tych opóźnień wynika z realnych ograniczeń systemowych, a ile z braku politycznej i organizacyjnej determinacji? Skoro nawet niewielkie poprawy są odbierane jako „cud” – jak zauważyła prezes WHC Milena Kruszewska – to może najwyższy czas przestać liczyć na cuda i zacząć liczyć kolejki.