Długość życia w Polsce bez postępu – raport NIZP nie pozostawia złudzeń

Średnia długość życia Polek i Polaków przestała rosnąć. Mimo chwilowego odbicia po pandemii COVID-19, dane z 2023 roku wskazują, że trend poprawy zdrowia publicznego wyraźnie wyhamował. Nowy raport Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego to nie tylko zestaw liczb, ale też bolesna diagnoza społeczna.

Wydłużenie życia się zatrzymało – i nie przez pandemię

Od lat mówiliśmy o postępie, o zbliżaniu się do średniej unijnej, o sukcesie systemu ochrony zdrowia. Tymczasem tempo wzrostu długości życia zatrzymało się już w połowie drugiej dekady XXI wieku. Pandemia jedynie obnażyła skalę problemów – nie stworzyła ich. W latach 2020–2022 długość życia spadła, a w 2023 roku wróciła do poziomu sprzed pandemii, jednak bez wyraźnych oznak trwałego odbicia.

Mężczyźni żyją średnio 74,7 roku, kobiety – 82,1 roku. To o kilka lat mniej niż średnia unijna. Warto jednak przyjrzeć się szczegółom – rozbieżnościom terytorialnym i społecznym, które nie zniknęły, a wręcz pogłębiły się.

Terytoria i dochody decydują o życiu

Różnica w długości życia między wykształconym mieszkańcem Sopotu a osobą z powiatu oleckiego sięga niemal 9 lat. U kobiet ta różnica również jest wyraźna – ponad 6 lat między powiatem tatrzańskim a Chorzowem.

Jeszcze bardziej alarmujące są dane dotyczące wpływu wykształcenia i pozycji społecznej. Mężczyzna z wykształceniem wyższym żyje średnio o 13 lat dłużej niż jego rówieśnik z wykształceniem podstawowym. U kobiet różnica wynosi 9 lat. To przepaść, której nie da się wytłumaczyć genetyką czy przypadkiem.

Dodatkowo, deprywacja społeczna silnie koreluje ze skróceniem życia. W powiatach najuboższych mieszkańcy umierają średnio kilka lat wcześniej niż w zamożniejszych regionach. To nie są dane anegdotyczne – to struktura społeczna.

Życie dłuższe, ale coraz mniej zdrowe

Problemem nie jest tylko liczba lat, ale ich jakość. Wskaźnik HLY, czyli liczba lat życia w zdrowiu, nie rośnie. Coraz więcej osób żyje dłużej, ale zmagając się z przewlekłymi chorobami, niepełnosprawnością i ograniczoną sprawnością.

Za wysoki wskaźnik przedwczesnych zgonów odpowiadają m.in. nowotwory złośliwe, choroby serca, a u mężczyzn – także samobójstwa. Alarmujące są też dane o umieralności związanej z alkoholem – ponad dwukrotnie wyższej niż średnia unijna. Dodajmy do tego niski poziom profilaktyki, słabą wykrywalność chorób i powszechny brak aktywności fizycznej.

To nie jest wyłącznie problem medyczny. To społeczna równia pochyła, na której zbyt długo przymykaliśmy oczy. Trudno oczekiwać poprawy, gdy polityka zdrowotna istnieje głównie na papierze, a profilaktyka zdrowotna wciąż przegrywa z pilniejszymi – choć krótkowzrocznymi – celami budżetowymi.